Wyjątkowo niewyspane (:() pojechałyśmy do Williamsburga.
Jest to jedno ze starszych miast w USA – część tzw. Trójkąta Wirginii, które tworzy razem z Jamestown i Yorktown. Miasto ma prawa miejskie od 288 lat (tak dla przypomnienia, nasz malutki Kraków „tylko” 753 lata).
Zwiedziłyśmy Colonial Williamsburg, czyli skansen historyczny, przedstawiający miasto z czasów epoki kolonialnej.
Świetne miejsce!! Można się poczuć dosłownie jak w filmie. Ludzie poubierani w stroje z tamtych czasów, wszystkie domy wyglądają jak dawniej. Część z nich można zwiedzić w środku, zobaczyć jak robiło się przedziwne buty, jak szyto, jak wyglądała poczta, czy jubiler. Ale najlepszy był sklepik z wszystkim i niczym, a tym ‘wszystkim’ były prześliczne mydełka:P
Wycieczkę umilał wspaniały aromat, bardzo dobrze znany z krakowskiego Rynku… Cóż.. można się poczuć jak filmie, ale można także poczuć się jak w domu;)
Dzieci dały dzisiaj popalić:) Musiały zatrzymać się na każdym balkoniku/ganku, zapukać do wszystkich drzwi, stwierdzić, że nie mają do nich klucza, a potem dać koncert na schodach dla przechodniów. Przebój dnia? ‘ABC’ :D
Ostatnim przystankiem była księgarnia Barnes&Noble, ziiiiiiiiiimna kawa i powrót do domu ;-).
+ Hit dnia:
xox
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz