poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Art Institute of Chicago

Art Institute of Chicago. Można nakręcić sto kilometrów chodząc po nim, a później i tak nie mieć pewności, czy zobaczyło się wszystko:).

Natalka oczywiście wchodząc do pierwszej sali, trafiła na wystawę chińskiej sztuki, a 99% przedmiotów to przeróżne naczynia na wino:P! Haa!

Mnostwo najprzeróżniejszych obrazów, chyba z wszystkich możliwych epok, wspaniałe antyki, porcelana (dobrze, że to wszystko jest w gablotach, bo po moich przygodach w sklepie z ozdobami świątecznymi…. Cóż… mogłabym już nie mieć takiego szczęścia:P).
Dla mnie muzeum było bardzo niebezpieczne… nie wiedziałam, czy mam się skupić na eksponatach, czy na ochronie muzeum… 100% prześlicznych murzynków;D!!!

Ale teraz dwie najważniejsze rzeczy.

#1. Pani w kasie, po sprawdzeniu mojej legitymacji i upewnieniu się, że na pewno jestem studentką, wspominała, że kiedyś była w Polsce. Zwiedziła Gdańsk, Warszawę i Kraków… „Kraków przepiękny! Wspaniałe miasto (…) ale Warszawa… okropna!”;)!

#2. Trzeba być MNĄ, żeby wejść do muzeum w Chicago i pierwszą osobą, którą się spotka jest…. Koleżanka, która spędza wakacje w Nowym Jorku, ale od tygodnia jest na wycieczce po innych miastach USA i akurat DZISIAJ musiała wstąpić do Chicago:D!!!

Ale przynajmniej miałam z kim porozmawiać, pooglądać wystawy sklepów i NIE zgubić się:)!!!!

Później jeszcze krótkie zakupy i do domu na niezdrową oczywiście kolacje. Ah.. to jedzenie dla królików;)!

Zdjęć niestety nie mam… aparat po tym jak mu zabroniono robić jakiekolwiek zdjęcia w muzeum, stwierdził, że ma wszystko gdzieś i odmówił współpracy na dalszą część dnia. Ale fotki z Michigan Avenue jeszcze się pojawią, bo kilku sklepów, które tam są sobie NIE odpuszczę:D!

xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz