czwartek, 5 sierpnia 2010

Monticello, Charlottesville

Po wczorajszym NICnierobieniu, dzisiaj musiała być miła, męcząca odmiana, czyli wycieczka daleko, daleko od domu;)

Pierwotny plan, to muzeum w stolicy, ale ostatecznie zdecydowałyśmy, żeby pojechać do Charlottesville.


Pierwszy punkt to Monticello, czyli dom, ogrody, plantacje, gdzie żył trzeci prezydent USA - Thomas Jefferson. Później przejechaliśmy przez podobne miejsce, tylko należące do Jamesa Monroe. Eh… chciałabym mieć taki „malutki” ogródek;-)

Kolejne miejsce, które zapisuję na liście życzeń, to GIGANTYCZNA farma/plantacja.

Przeróżne rodzaje winogron, jabłek i brzoskwiń. Każdy zbiera co i ile chce. Miejsce to przypomina Toskanie. Dosłownie jakby ktoś wyrwał kawałek Włochom i wsadził po drugiej stronie Ziemii. Ale moja główka ma inne skojarzenia. Dla mnie widoki, jabłka z każdej strony i ogólnie całe to miejsce, przypomina LA (czyt. Lanckorone):P.

Osoba uzależniona od jabłek, czyli ja, oczywiście musiała się rzucić na te, które wyglądają najbardziej znajomo-lanckorońsko;) Nie zawiodlam się…PYCHA:D!!

Nie wytrzymaliśmy na wzgórzu długo, bo słońce zaczęło zamieniać nas w wodę…. Dla ochłody? Lody oczywiście. Ale lody, które topią się zanim dotknie się wafelka?? Nie najlepszy pomysł… cóż, temperatura robi swoje.

Ostatnie miejsce jakie odwiedziliśmy, to teren ‘UVA’, czyli University of Virginia. Jedna z najlepszych państwowych uczelni w kraju. To się nazywa uniwerek! G-I-G-A-N-T, a do tego jaki ładny;-).
















buźkaa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz