Wszyscy już oczywiście na nogach i…UWAGA!! Pare minut po 10 wyszliśmy z domu:) po raz pierwszy tak wcześnie:P
Cel podróży to wyścigi smoczych łódek (kajaków).
Pierwsza wkurzająca rzecz? ZERO parkingów… Jedyne miejsca gdzie można było stanąć to jakieś trawniki, albo pobocze, z którego po chwili policja wywoziła samochody:P
W końcu udało nam się znaleźć jakieś miejsce, poszliśmy popatrzeć, ale chyba nie było to najlepsze miejsce dla dzieci. W sumie ani jednej atrakcji dla nich, oprócz tych łódek, które i tak małe dzieciaki ledwo widziały;) Najfajniej byłoby siąść pod parasolem, na leżaczku, wypić coś zimnego, ale nie z młodymi;)
Chwilke popatrzyliśmy, spakowałyśmy M&M do auta i jedziemy dalej!!
Targo-kiermasz czyt. ‘Wszystko i Nic’ w jednym miejscu, ale niestety zamykali go już o 12 (?!), więc trzeba będzie przyjechać kiedy indziej.
W drodze powrotnej najlepsza rzecz w taki upał = kawa mrożona dla nas i cookies + McDonaldowe kurczaczki dla dzieciaków – ahhh... ten WIELKI uśmiech:D
Po powrocie do domu miałyśmy nadzieje, że uda się nam WSZYSTKIM zdrzemnąć, ale jedyna osoba, która zasneła na 15 minut to…JA!!:)
Wieczorem? CUD!! Pierwszy dzień w którym Majka mnie nie kopnęła i nie mówiła na wszystko „NO!!”, tylko sama pchała się na ręce, żeby się bawić :D! AAAAAA!!!! :):):)
Kolacyjka:
