niedziela, 22 sierpnia 2010

Weselichoooo

Sobotę zaczęliśmy od wycieczki na Art Fair – czyli cały ogromny park zapełniony budkami z przeróżnymi rzeczami.

Obrazy, biżuteria, ozdoby itp. Itd. Ale nie byle co, bo ceny na większości stoisk nie schodziły poniżej 50$...

ŻAR się z nieba leje, więc poszliśmy na sekunde ochłodzić się w fontannie, w której było połowe mieszkańców Chicago:P




30min spacerek w stronę domu (teraz już NIC w KRK nie będzie dla mnie „za daleko”), 10 min na zrobienie się na bóstwo i jedziemy na weseleeee!

No więc… Przepiękna sala, udekorowana PRZEPIĘKNYMI kwiatami;), i cudni goście;)

Panna młoda, w prześlicznej białej sukni rozpoczęła wesele, a później oboje z mężem (pan doktorek po Princeton:P) przebrali się w tradycyjne nigeryjskie ślubne stroje… TAK powinni wyglądać od początku.

Najpierw jedzonko, później zabawa.

Trzeba mieć STRASZNE szczęście, żeby usiąść przy stoliku, przedstawić się paniom obok i dowiedzieć się, że jedna z nich to Polka;).

Powiem w skrócie: Wejście na parkiet białej osoby = WIELKA ODWAGA! Reszta wolała stać z boku i patrzeć.

Matko.. JAK ONI TAŃCZĄ!!!!!!

Świetna muzyka, świetni tancerze na parkiecie w super strojach – i mamy wspaniały spektakl.

Wiek, waga(:P), płeć… nie grają tu żadnej roli. Wystarczy puścić im cokolwiek i nie ma odwrotu – muszą tańczyć;)!!!!

Po raz kolejny stwierdzam, że murzyńskie dzieciaczki są najsłodsze na świecie;)!!

Aaa!! No i jeszcze jedno spostrzeżenie. Osoby które najczęsciej odwiedzały bar? Białe kobitki… Nie wiem czy to taka natura, ze chcą pić, czy może chciały się nawalić, żeby lepiej się poczuć na parkiecie:P

















xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz