Wczoraj dzień zaczęliśmy dość późno;)
Najpierw tour dookoła miasta. Matko kochana, jeszcze kilka dni i się zakocham po uszy! Już mi niewiele brakuje;) Jakie tu są PIĘKNE domki, kamieniczki…. Eh… wracam do Krakowa i zaczynam porządnie brać się za gre w toto lotka;)!
Później, a może wcześniej – sama nie pamiętam, w każdym razie pojechałyśmy do serwisu, żeby nam aparat zbadali, bo palant nie chciał się ładować (dlatego nie mam zdjęć tych domeczków – ale obiecuje, ze BĘDĄ!)…
Pan wziął aparat, pozachwycał się nim, podłączył do komputera i „It is charging”… gr… Chyba czeka mnie poważna rozmowa z ładowarką:P
Wieczorem pojechaliśmy do takiego malutkiego budyneczku, który nazywa się Hancock.
Wycieczka windą na 96(!) piętro trwała krócej niż u nas w domu na 5te, ale przez tą prędkość wszystko się telepało, więc miałam wrażenie, że albo zaraz wylecimy na księżyc, albo po prostu winda się rozleci na kawałki.
Dzięki Bogu, nic się nie stało.
Stoliczek, soczek, wódeczka, zmiana sali i kelnera – czyli taki mały ‘myk’ i Natalka mogła się napić ALKOHOLU w miejscu PUBLICZNYM;)!
HA! Udało się!! Ale ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii! :)
Widoki… brak słów! Opisać się tego nie da. Coś NIESAMOWITEGO! Dopiero w nocy, z takiej wysokości widać jakie to miasto jest OGROMNE i piękne!
***
Nie ma to jak widok z toalety:)
Jedzonko:)
+ jeszcze filmik... oczywiście, żeby nie było, ze kłamie - jest dowód, że to widok z kibelka;)
xxxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz