Nikt dokładnie nie wie w co się uderzył, ale w efekcie ‘tego czegoś’ na jego głowie pojawiło się dwucentymetrowe rozcięcie.
Rodzice pojechali z młodym do szpitala, a my z Erin usiłowałyśmy spacyfikować Majke;)
Jedynym sposobem, żeby przestała płakać i krzyczeć była obietnica, ze pójdziemy poszukać ‘mommy’. Maja sama sobie wybrała strój. Bluzka z długim rękawem, podkolanówki, za małe spodnie i trampki. Na zewnątrz wcale nie było milion stopni, ale jak tak woli, nie będziemy się kłócić:P
Dalej nie odkryłam sekretu skąd te (prawie) trzylatki mają tyle energii, w każdym razie, po bieganiu za nią, chciałyśmy TYLKO wrócić do domu z klimą.
Dwa kawałki PYSZNEJ, domowej roboty pizzy ( PIZZA - POLWIG )Majka była już ‘nasza’!
Robiła praktycznie wszystko co chciałyśmy, byle tylko JEJ iPhone był blisko niej.
Ok. 22 przyszła sąsiadka z naprzeciwka, powiedzieć, że rodzinka dalej siedzi w szpitalu, nie może się do nas dodzwonić bo 1. Padła im komórka, 2. Zapomnieli nr tel. do Erin (a gdy sobie przypomnieli, okazało się że są włączone tylko wibracje i nic nie słyszałyśmy), 3. Majka bawiąc się iPhonem ignorowała i wyłączała wszystkie przychodzące połączenia(:P) i MUSIMY położyć Majke spać:).
Mniej więcej pół godziny później wrócili.
Dwa słowa: SUPER MIŁOSZ!!!
Misiek w ogóle nie płakał, a jedyna rzecz o jakiej mówił i jakiej się domagał, to „pink ice-cream”, które oczywiście później dostał:P.
Rane na głowie zszyli mu czymś co wygląda jak najnormalniejszy w świecie zszywacz do papieru. (W sumie mogliśmy to zrobić sami w domu:P).
HA! Pocieszający jest fakt, że nie tylko w Polsce, w szpitalach, czeka się 2 godziny aż łaskawie pojawi się jakiś lekarz:D!!
***
Wtorek.
Biblioteka jak zażyczyły sobie dzieciaki:) Później wycieczka na drugi koniec miasta do szewca, ale PRAWDZIWY cel podróży to długa jazda autem, żeby dzieci w nim zasnęły. Ciszy z tylnego siedzenia doczekałyśmy się mniej wiecej 10 minut później!!:D
Wieczorem jeszcze tylko musiałyśmy pojechać po butle z gazem (NIE! Nie chcemy wysadzać domu w powietrze;)!), która ostatecznie skończyła się chyba po 1,5 godz., bo trzeba wstąpić do jednego sklepu, potem jeszcze zagrać w loterii, poczytać wszystkie gazety jakie są dostępne i powolutku udać się spowrotem do domku:D
Wydawało nam się, że jesteśmy same w aucie, ale jednak miałyśmy dodatkowe towarzystwo do rozmowy. A mianowicie przemówiła do nas wcześniej wspomniana butla z gazem!!:D Jak stwierdziła moja kochana ciocia: „To na pewno jest lampa Alladyna! Spełni nasze życzenia” ;D Więc butla…tzn. magiczna lampa nie ma teraz odwrotu i musi nam dać wygraną w loterii:D!
Jutro chcemy wcześnie wyjechać, więc wyjątkowo kładziemy się spać przed 2.
Dobranoc!
+ jak narazie jedyny WIELKI minus jaki tu znalazłam:
Ale kto by się tym przejmował:P Przecież po coś dźwigałam te nalewki, prawda??:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz