wtorek, 10 sierpnia 2010

SUPER MIŁOSZ!

Wszystko co zdarzyło się w poniedziałek, przyćmiło popołudniowe ‘łubu dubu’ Miłosza.

Nikt dokładnie nie wie w co się uderzył, ale w efekcie ‘tego czegoś’ na jego głowie pojawiło się dwucentymetrowe rozcięcie.

Rodzice pojechali z młodym do szpitala, a my z Erin usiłowałyśmy spacyfikować Majke;)
Jedynym sposobem, żeby przestała płakać i krzyczeć była obietnica, ze pójdziemy poszukać ‘mommy’. Maja sama sobie wybrała strój. Bluzka z długim rękawem, podkolanówki, za małe spodnie i trampki. Na zewnątrz wcale nie było milion stopni, ale jak tak woli, nie będziemy się kłócić:P

Dalej nie odkryłam sekretu skąd te (prawie) trzylatki mają tyle energii, w każdym razie, po bieganiu za nią, chciałyśmy TYLKO wrócić do domu z klimą.

Dwa kawałki PYSZNEJ, domowej roboty pizzy ( PIZZA - POLWIG )Majka była już ‘nasza’!
Robiła praktycznie wszystko co chciałyśmy, byle tylko JEJ iPhone był blisko niej.


Ok. 22 przyszła sąsiadka z naprzeciwka, powiedzieć, że rodzinka dalej siedzi w szpitalu, nie może się do nas dodzwonić bo 1. Padła im komórka, 2. Zapomnieli nr tel. do Erin (a gdy sobie przypomnieli, okazało się że są włączone tylko wibracje i nic nie słyszałyśmy), 3. Majka bawiąc się iPhonem ignorowała i wyłączała wszystkie przychodzące połączenia(:P) i MUSIMY położyć Majke spać:).


Mniej więcej pół godziny później wrócili.

Dwa słowa: SUPER MIŁOSZ!!!

Misiek w ogóle nie płakał, a jedyna rzecz o jakiej mówił i jakiej się domagał, to „pink ice-cream”, które oczywiście później dostał:P.

Rane na głowie zszyli mu czymś co wygląda jak najnormalniejszy w świecie zszywacz do papieru. (W sumie mogliśmy to zrobić sami w domu:P).

HA! Pocieszający jest fakt, że nie tylko w Polsce, w szpitalach, czeka się 2 godziny aż łaskawie pojawi się jakiś lekarz:D!!

***

Wtorek.

Biblioteka jak zażyczyły sobie dzieciaki:) Później wycieczka na drugi koniec miasta do szewca, ale PRAWDZIWY cel podróży to długa jazda autem, żeby dzieci w nim zasnęły. Ciszy z tylnego siedzenia doczekałyśmy się mniej wiecej 10 minut później!!:D

Wieczorem jeszcze tylko musiałyśmy pojechać po butle z gazem (NIE! Nie chcemy wysadzać domu w powietrze;)!), która ostatecznie skończyła się chyba po 1,5 godz., bo trzeba wstąpić do jednego sklepu, potem jeszcze zagrać w loterii, poczytać wszystkie gazety jakie są dostępne i powolutku udać się spowrotem do domku:D

Wydawało nam się, że jesteśmy same w aucie, ale jednak miałyśmy dodatkowe towarzystwo do rozmowy. A mianowicie przemówiła do nas wcześniej wspomniana butla z gazem!!:D Jak stwierdziła moja kochana ciocia: „To na pewno jest lampa Alladyna! Spełni nasze życzenia” ;D Więc butla…tzn. magiczna lampa nie ma teraz odwrotu i musi nam dać wygraną w loterii:D!

Jutro chcemy wcześnie wyjechać, więc wyjątkowo kładziemy się spać przed 2.

Dobranoc!

+ jak narazie jedyny WIELKI minus jaki tu znalazłam:



Ale kto by się tym przejmował:P Przecież po coś dźwigałam te nalewki, prawda??:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz