niedziela, 1 sierpnia 2010

Day Off

Jak przystało na niedziele, od rana byliśmy pełni energii i chęci do robienia mnóstwa rzeczy naraz. Tzn. do godz. 13 w piżamach, z ‘ntą’ ilością malutkich kubków kawy, z nosami w komputerach;)

Najważniejszym punktem dnia było położenie dzieciaków spać po południu, bo te małe roboty mają za dużo energii!

I tak też się stało, M&M za kratkami, zamknięte w pokoju mają SPAĆ! My w tym czasie marzymy o chwili ciszy i spokoju. Zapowiadało się całkiem, całkiem. Ale co to? Powódź? Dach dziurawy? Nie… tylko uszczelka pod kranem jest nieszczelna i zalało pół kuchni:P

Zbliża się godzina 17… z pokoju bliźniaków dochodzą dźwięki Happy Birthday’ (co to za impreza urodzinowa na którą nas nie zaprosili:(?!). Niestety dzieciarnia dalej ma za dużo sił i energii, spać nie chce, więc trzeba je troche poedukować mądrymi bajeczkami – usypiającymi tylko nas…

Dla nich powtarzanie pięćdziesiąt razy słowa „that”, „of”, czy „said” jest STRASZNIE ciekawe:|

Chwilę później po weekendzie spędzonym na ślubie, daleko od domu, wrócił tatuś. Trzeba wykorzystać, że dzieciaki za nim się stęskniły i chcą pobyć troche razem, więc zostawiłyśmy M&M z tatą i wyszłyśmy do sklepu:)

Ja chce TAKIE sklepy w Krk!!! Gdzieś czegoś za dużo naprodukowali, więc wysyłają to do TEGO sklepu, przeceniają, i tak, REWELACYJNE rzeczy kosztują $1, $4, max $20.

Rodziców już poprosiłam, żeby zbierali pieniądze na zapłacenie za nadbagaż;) Skoro mam zamiar porwać ciocie z dzieciakami, codziennie będę odkrywać takie sklepy…. rodzinko……. zbankrutujecie :D!!

Wieczorkiem typowa, amerykańska kolacja. Hamburger. MNIAM. ;-)



xxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz