Więc… TĘ ostatnią niedzielę spędziliśmy na ‘Polish Picninc’.
To tak specjalnie, żebym nie przeżyła za dużego szoku jak wróce do Polski. Chociaż, jak dzisiaj podczas rozmowy przez „niezawodnego” jak zwykle Skypa, usłyszałam od rodziców, że jest 8 stopni i ma być jakaś koszmarna zima…. Od razu doceniłam te 30stopniowe upały tutaj:P
No więc.. polski piknik, a na nim polacy mówiący po polsku, udający, że coś potrafią powiedzieć, albo osoby tylko z polskim nazwiskiem.
Ale nie to jest ważne… Impreze prowadził KSIĄDZ, obowiązkowa piosenka KAŻDEJ polskiej imprezy – „Jesteś szalona” i żarcie… kiełbacha, kapucha zasmażana, KISZKA i szarloooooooootkaa! (I tu powinna być jakaś aluzja, ale będzie prośba wprost… UPIECZCIE MI SZARLOTKE:D!! plis, plis, pliiiiiiiiiis;P).
Później pojechaliśmy do Jamestown na chwilke, plan był taki, żeby wstąpić do muzeum, ale… 14$ za wstęp, 3 minuty zwiedzania? Nie dziękujemy;)
W drodze powrotnej chwilka w sklepie, obiad i do domuuu!!
Miśki Pyśki zasnęły… i teraz mocno trzymamy kciuki, żeby nie obudziły się już do rana:P
AAAAA!!!! No i słowo jeszcze z naszego pobytu w Chicago o którym oczywiście zapomniałam…
Miłosz: DZIUREK!!!!!!!!
Bo przecież jak jest TA dziura, to musi też być i TEN dziurek:P!!
I jeszcze jedno straszne pytanie, które pojawia się coraz częściej...
"Mike/Kathy could you please shoot the dog?" :P
Ciaao:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz