Dzisiaj?
Spakowana. Udało się. Walizka ani raz nie zaprotestowała… ale w sumie nie miala do tego powodów;)
Kolacja dokładnie taka sama jak w dzień przyjazdu… koło zamknięte;) ale jakie PYSZNE to koło:P
I Majka przyklejona do mnie przez całe popołudnie i "Taja! Taja! I wanna Taja!" :) cóż.. 2 miesiące czekałam;P
Jutro w południe mówimy ‘bye bye’ i jedziemy do Waszyngtonu na ostatni pożegnalny obiad u Baraczka w jego chatce, a potem na lotnisko.
DZIĘKUUUUUUJEEE!!!!! Naaajlepsze wakacje ;D!!!!
PS. Mam nadzieje, ze jak tu kiedyś wróce GODZILLA mnie jeszcze przywita;)!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz