wtorek, 21 września 2010

THE END

Wczoraj wieczorem, widok Richmond z lotu ptaka. Tak na pożegnanie.

Dzisiaj?

Spakowana. Udało się. Walizka ani raz nie zaprotestowała… ale w sumie nie miala do tego powodów;)

Kolacja dokładnie taka sama jak w dzień przyjazdu… koło zamknięte;) ale jakie PYSZNE to koło:P

I Majka przyklejona do mnie przez całe popołudnie i "Taja! Taja! I wanna Taja!" :) cóż.. 2 miesiące czekałam;P

Jutro w południe mówimy ‘bye bye’ i jedziemy do Waszyngtonu na ostatni pożegnalny obiad u Baraczka w jego chatce, a potem na lotnisko.

DZIĘKUUUUUUJEEE!!!!! Naaajlepsze wakacje ;D!!!!

PS. Mam nadzieje, ze jak tu kiedyś wróce GODZILLA mnie jeszcze przywita;)!!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz