czwartek, 9 września 2010

Chicago… znowu:D!!!

Dzień jednak zaczęliśmy od… Wyprawy do przedszkola z dzieciakami.

Jakie nagle grzeczne się zrobiły! Zagadały panie przedszkolanki, zamęczyły je mieszanką języka polskiego z angielskim, a w końcu stanowczo odmówiły dalszej zabawy w kuchni, dinozaurami i pociągami,powiedziały „bye bye” i wyszły:P

Później jeszcze tylko krótka wycieczka do muzeum dziecięcego, ale maluszki przysnęły w aucie, więc nie miałysmy serca (a przede wszystkim ochoty:P) ich budzić i wróciłyśmy do domu.

Żeby dzieciaki pospały, nie wyciągnęłyśmy ich z auta, tylko zostawiłyśmy ich w zamkniętym samochodzie, w pełnym słońcu, z dodatkowo włączonym ogrzewaniem, żeby nie zmarzły:P żartuje oczywiście! Żeby mnie ktoś nie posądził przypadkiem o coooś…:P
Teoretycznie miałam wtedy czas, żeby się spakować…ale komu by się chciało?! Zostawiłam to sobie na ostatnią chwile;)

Po pobudce dzieciaków, w nagrodę za chwilę spokoju dla NAS, dostali ode mnie bilety VIPowskie na koncert Lady GAGI!!

Ale niestety (dla jej fanów) to koniec kariery tej GWIAZDY!

Teraz jej miejsce zajęli Miłosz i Maja. „Can’t read my, can’t read my, No he can't read my POKER FACE” i „Don't call my name, Don't call my name, Alejandro..” w wykonaniu M&M?? BEZCENNY widok.. i przerażenie jaką oni mają pamięć! Raz coś uslyszą i od razu powtarzają!!:)

W końcu UDAŁO nam się zebrać, wybrać i pojechać na lotnisko…

Kontrola, bramki i te sprawy.. dzięki bogu, ze NIKOGO nie było przed nami…. Bo ilość betów które położyłyśmy na taśme, mogłaby spokojnie należeć do dziesięciu osób:P

Przed wejściem do samolotu… Dzieci ponownie dały koncert, a podobalo im się to jeszcze bardziej, ponieważ mieli duuużą widownie;)

Samolot? Prawie jak prywatny. 15 osób na pokładzie, w tym trójka dzieci. Jak to dobrze, ze mały hindusek swoim płaczem zagłuszył nawet silniki, bo bliźniaki wyglądały jak aniołki:D

Miłosz jak zwykle ma idealne wyczucie i zasnął ok. 20 min. Przed lądowaniem:P

Widok Chicago nocą…. Ah…. CUDOWNY!! Ale Natalka nie byłaby sobą, gdyby sobie nie skojarzyła czegoś z czymś… i tak piękne miasto nocą… skojarzyło mi się z cmentarzem:P no ale co? Czarno, tylko lampy uliczne widać, wszystko tak pięknie równo ustawione…. Zupełnie jak cmentarz;P

Wieczór w domku, z rodzinką, z butelką wina, pijaną (ze zmęczenia!!!) Majką.. standardowo czyli rozmowy do 2 w nocy…

Ciaoo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz