sobota, 24 lipca 2010

StolYca

Sobota, 40 stopni i plan dzisiaj? Jedziemy do Waszyngtonu.


Po mniej wiecej 30 min jazdy Maja się odezwała „Can we go home mommy?”;) Odpowiedź oczywiście ‘TAK’ i jedziemy dalej, ale przynajmniej młoda się uspokoiła.
Od pierwszej chwili widać, że to kraj biedaków. Te małe, drewniane rozwalające się domki wszędzie dookoła. Strach gdziekolwiek się ruszyć, żeby jakaś kamienica się nie zwaliła na głowe..




A tak na poważnie…. Szyja boli od patrzenia do góry. Wszystko OGROOOOMNE! Oprócz Białego Domku. Telewizja zdecydowanie kłamie;P Byłam święcie przekonana, że będzie przegigantyczny, a tak wcale nie jest. Ale tak czy siak wrażenie robi. Dookoła nie widać ani pół ochroniarza, ale jakby się tak chciało przeskoczyć przez ogrodzenie, żeby na skróty wskoczyć na obiad do Baraka…. mogłoby się to niemiło skończyć. ;)


No i najważniejsza rzecz spod „łajt hałs”!! Oprócz kilku wycieczek harcerzy, naszej wymordowanej czwórki… POLSKA WYCIECZKA;D! Pani przewodnik z flagą w ręce, ale nie była jej do tego potrzebna. Z kilometra widać, że to Polacy. I nie mówię tu wcale o 10-letnich chłopcach w koszulkach z napisami „Żurawski”, czy „Frankowski”, tylko o paniach w pełnym makijażu i co najmniej 7 cm szpilkach ;).


Kolejny punkt wycieczki to muzea. Na razie tylko z zewnątrz, ale jest na co popatrzeć!! I oczywiście wszystko za darmo;)
Później Washington National Cathedral. Taki malutki kościółek. Oczywiście milion krzeseł w środku (usiąść mogą wszyscy, a nie tylko stare, sapiące babcie), a na każdym Biblia, której nikt nie ukradnie, bo to nie Polska….
No i przy wyjściu spotkałyśmy pana ochroniarza, który kiedyś bardzo dobrze mówił po polsku, ale teraz zapomina, bo już nie ma z kim rozmawiać, ale za to robi dobre pierogi;) Polacy są wszędzie!!!








Najładniejsze domy w mieście? Ambasady! Nie wiem po co im takie gigantyczne budynki, ale są piękne. Oczywiście nie mówie o naszej ambasadzie, bo jej nie znalazłysmy… pewnie dlatego, że jest taka mała.



Później Georgetown i suszi-wyżerka, przejażdżka po kolejnej dzielnicy pełnej pięknych kamieniczek i powrót do domu.




i kolejny dowód, że wszystkim się nudzi, nie mają co robić i układają owoce;) ale akurat TO wygląda super;))


No i aniołki w aucie;)


2 komentarze:

  1. 40 stopni? dobra haha to ja bym się nie ruszała z domu :D widze ze fajnie tam masz:D a i zdj boskieee!!:D

    karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Karo, mowiąc o boskich zdjęciach, masz na myśli oczywiście te dwa ostatnie, prawda?:P

    OdpowiedzUsuń