DOTARŁAAAM!!!
Lot OK., towarzystwo też. W samolocie prawie połowa pasażerów to dzieci do 3 lat, więc wysłuchałam wszystkie możliwe rodzaje płaczu;) Najdziwniejsz jest to, że podczas lądowania wszyscy mieli miny pt. „nich to się już kończy… moje USZYYYY!!!” – a dzieciaczki akurat wtedy siedziały cichutko…
Żarełko dali, Dżuluś by się ucieszył, bo to bułka w jej stylu. Ser, pomidor, ogóras i duuuużo sałaty;P
Teraz trzy godzinki na lotnisku w ‘München’. Za internet każą mi płacić 8 euro, więc niech się ****! Wolę popatrzeć na ludzi. Dookoła siedzą same szwaby i małe, rozdarte szwabiątka….. Jakby tylko zakleić im usta, byłoby cudownie;-)
***
Siedzę w poczekalni, a w zasadzie w molochu pełnym krzeseł, którego ‘końca nie widać’ i nasuwa się jedno pytanie: Dlaczego w naszym kochanym kraju nie ma takiego lotniska, tylko 3 krzeselka na krzyż i koniec?! No nic… nacieszę się tym widokiem, a potem przeżyję kolejny szok na lotnisku za wielką wodą, które zapewne jest oddzielnym miastem i Natalka się zgubi (mamuś, obiecuje, że JA nie wyląduje tam gdzie naprawiają silniki ;) ).
Jak poleciła kochana mamusia, automaty z darmową kawką znalezione, więc zajęłam miejsce jak najbliżej nich, żeby za daleko nie łazić. Zaraz ide sprawdzić, do którego ‘gejta’ mam się udać, bo to też jest wyprawa. Tu jest ich w cholere i jeszcze troche, a u nas….8/10? ;)
Sama sobie życzę powodzenia i trzymam kciuki, żebym weszła do tego samego samolotu w którym jest moja o 6 kg za ciężka walizka.
AA! I taki mały bonus dla moje kochanej rodzinki. Wszyscy o mnie dbają, żebym czuła się jak najlepiej. Nawet pracownicy lotniska zapewnili mi, że ‘będę się czuła jak w domu’ i rzeczywiście tak jest. Dlaczego? Kawałeczek ode mnie, przy odprawie Lufthansowych turystów pracuje klon naszej UKOCHANEJ sąsiadki V.H.!!!:-)
So…. (czytane oczywiście po szwabsku, przez ‘Z’, a nie po angielsku ‘sooooł’;P)… jetzt gehe ich gdzieśtam, atakuje samolot i odliczam godziny do lądowania i widoku tych dwóch identycznych diabełków;))!!
Ciaaaaao ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz